Według doniesień agencji Reuters kolejna fala rosyjskich ataków na Ukrainę rozpoczęła się już 9 maja, kiedy to pozycje w pobliżu linii frontu zostały zaatakowane przez drony. Ukraińskie władze poinformowały, że do sobotniego poranka na polu walki odnotowano rekordową liczbę ponad 200 starć zbrojnych.
Tego samego dnia rosyjskie bezzałogowce uderzyły w miejscowości w obwodzie dniepropietrowskim, co doprowadziło do śmierci jednej osoby oraz uszkodzenia infrastruktury cywilnej, w tym budynku mieszkalnego i liceum. Z kolei wieczorem celem ataku stała się dzielnica przemysłowa Charkowa, gdzie jeden z dronów trafił w blok mieszkalny, raniąc co najmniej pięć osób.
Jak podały lokalne media, siły agresora wykorzystały do tych operacji m.in. pocisk balistyczny Iskander-M oraz 43 drony szturmowe. Choć ukraińska obrona powietrzna zdołała do wczesnych godzin porannych 10 maja zneutralizować 27 maszyn, Sztab Generalny Sił Zbrojnych Ukrainy potwierdził, że kolejne ataki były kontynuowane również w niedzielę.
Rosyjskie Ministerstwo Obrony przedstawiło 10 maja własną wersję wydarzeń, utrzymując, że to strona ukraińska zainicjowała ostrzał mimo rzekomego zawieszenia broni. W oficjalnym komunikacie opublikowanym w serwisie Telegram resort oskarżył siły zbrojne Ukrainy o przeprowadzenie w ciągu jednej doby 676 ataków z wykorzystaniem artylerii, wyrzutni rakietowych oraz czołgów, a także ponad 6 tysięcy uderzeń przy użyciu dronów.
Według rosyjskich twierdzeń odnotowano łącznie 16 071 naruszeń rozejmu, co miało skłonić Moskwę do podjęcia działań odwetowych. Rosja zadeklarowała, że jej ataki były wymierzone precyzyjnie w ukraińskie stanowiska ogniowe, punkty dowodzenia oraz infrastrukturę służącą do obsługi bezzałogowców.
